środa, 17 lipca 2013

Vassalord. 1 Recenzja

Recenzja zawiera "niepożądane informacje o szczegółach zakończenia utworu" - w skrócie spoilery. Jeśli nie lubisz ich - przed lekturą tego wpisu zapoznaj się z utworem, by nie psuć sobie zabawy.

Na początku dostajemy piękny świat ściśle powiązany z kościołem katolickim. Przedstawiona jest jego hierarchia, marzenia łowcy wampirów - Cherry'ego o byciu księdzem, piękne stroje, budowle i mnóstwo krzyży. Dowiadujemy się nawet o tym, że w przeszłości Rayflo był kapłanem! Niestety poza sceną w koloratce na razie nie wiemy dlaczego przyjął, a następnie zrezygnował z posługi kapłańskiej. Tak czy inaczej kilkanaście stron po przedstawieniu nam tego świata, zostaje on nam wyrwany z naszych zachłannych rąk i wyrzucony. Sceptycznie podeszłam do tej zmiany, bo po kilku stronach byłam wygodnie wtulona w lubiany przeze mnie klimat, a potem zrzucona z impetem na podłogę. Nie sądzę, że ta zmniana jakoś dramatycznie się odbiła na odbiorze całości, tylko po co dawać czytelnikowi zabawkę, by chwilę potem ją zabrać?


Długo nie pogościł taki krajobraz.

Porzucenie tego świata zostaje wytłumaczone rezygnacją Cherry'ego ze swojego marzenia o karierze w strukturach kapłaństwa. Na jego decyzję wpłynęło własnoręczne wystawienie swojego Pana - Rayflo na pewną śmierć. Po tym jak myślał, że już go stracił na zawsze, przewartościował swoje życie, przestał być łowcą wampirów i zamieszkał z nim.

Nie mogłabym w tym momencie nie wspomnieć o postaci, która doprowadziła głównych bohaterów do tych i  dalszych wydarzeń. Mowa o około (podobno tylko z wyglądu) 10 letniej  dziewczynce, którą nasz Arystokrata mianuje Księżniczką. Jak to często bywa jeśli chodzi o małe dzieci w japońskiej kulturze, okazuje się być ona bezlitosnym wampirem, w jakiś bliżej nieokreślony sposób związanym z Rayflo. Postać, choć dosyć intrygująca, została wprowadzona na kilka stron tylko po to by umrzeć ze łzami w oczach.


Weźmy złego wampira...

środa, 10 lipca 2013

Vassalord. 2 Zapowiedź

Poszukiwania.

    Po przeczytaniu pierwszego tomu, byłam zdecydowana na zakup drugiego z tej serii. Zaczęłam więc poszukiwania z wiedzą, że zapewne na jednym tomie się nie skończy. Rozpoczęłam od niedzieli, kiedy to chciałam wstąpić do Matrasu. Niestety drzwi okazały się zamknięte, a szyby nie zdradzały nic oprócz kilku przewodników i "best-sellerów". Kolejnego dnia o ustawowej pracującej porze zdołałam przekroczyć betonowy próg i zacząć skrupulatne poszukiwania pod okiem blond sprzedawczyni. Zaczynając, zgodnie z algorytmem przechodzenia przez labirynty - od prawej kierowałam swój wzrok na każdą pozycję. Z pełną świadomością tego, że znacznie przyspieszyłabym sobie poszukiwania, gdybym po prostu zapytała gdzie są mangi. Powoli przesuwałam nogi, lawirując wśród wysokich półek i małych stosików. Prawu Murphy'ego stało się zadość - znalazłam szukaną półeczkę na skraju lewej strony. Była tak nisko położona, że musiałam ukucnąć, by dostrzec i dopaść moją zdobycz. Znalazłam ją. Tomik był wręcz zakurzony, a cena była przyklejona tak dawno, że nie zostało po jej czarnych napisach śladu. Dodatkowo była naklejona w najgorszym miejscu, jakim tylko mogła - na obrazku promocyjnym. Nie zdecydowałam się na zakup. Wyszłam z pustymi rękoma z myślą, że nie chcę kupić drugiego tomu w takim stanie i za tę cenę.

    Kolejnego dnia poszukiwania przeszły do świata wirtualnego. Odwiedziłam niezliczone strony i sklepy z mangami. Znalazłam Vassalord 2 za mniejszą cenę o 20%, co zgodnie z moimi obliczeniami dawało "tom gratis" przy zakupie pięciu. Ponownie nie zdecydowałam się na zakup, ze względu na zdarzenia w przeszłości, które zakopały głęboko szacunek do tej księgarni. Po kilku dniach od ostentacyjnego zamknięcia okna przeglądarki z pełnym koszykiem, 300 kilometrów dalej wydarzyło się coś, co skłoniło mnie do spojrzenia na łopatę do odkopywania przychylnym wzrokiem:

    4 dni później na wyjeździe ponownie zaczęłam szukać. Szperałam wszędzie, w każdym Empiku, w każdym Matrasie, w każdej podrzędnej księgarni. Nigdzie nie było mojego tomiku, nigdzie! W ostatnim podrygu nadziei Ukochany Mąż zaciągnął mnie do ostatniej księgarni, której nie sprawdzaliśmy. Znajdowała się w centrum handlowym, do którego zwykle nie chodzimy. Przy wejściu stało kilka straganików. Nie wiem jakim zrządzeniem losu odbywał się w tym czasie kiermasz komiksów i mang. Moja ekscytacja nie miała końca! Niestety tylko na jednym sprzedawano mangi, które potencjalnie mogłyby mnie interesować i nie było tam Vassalorda. Niemniej jednak wdaliśmy się w przyjemną pogawędkę z osobą, która w pewien sposób jest związana z pogrzebaniem mojego szacunku księgarnią, lecz dała nadzieję na odkopanie go. Świat jest taki mały, a środowisko mangowe jeszcze mniejsze. Dowiedziałam się wielu ciekawych rzeczy i uzyskałam odpowiedzi na wiele nurtujących mnie zagadnień. Z pełną świadomością przepłaciłam za paluszki w czekoladzie z orzechami (w Kuchniach świata można je kupić za połowę i tak już promocyjnej ceny), lecz zysk moralny był o wiele większy.

   Poszukiwania zakończyły się tam, gdzie zaczęły: w przydomowym Matrasie. Tym razem nie wzgardziłam tomem, który czekał na mnie na sklepowej półce dodatkowy tydzień. 






Okładka różni się od poprzedniej kolorem, cyferką oraz tym, że do zakupu zachęca nas Charley.  
Dopiero teraz, gdy tomik leży obok mnie dostrzegłam, że na okładce nie jest jedna postać a dwie.

wtorek, 9 lipca 2013

Vassalord 1 Pierwsze wrażenie

Zatopiłam kły w pierwszym tomie.


Wgryzłam się się delikatnie w początkowe kartki, chłonąc każdy najmniejszy szczegół pięknych szkiców. Nie spotkałam się jeszcze z takim sposobem rysowania grymasów czy uśmiechów - pochłonęły mnie tak bardzo, że czasami mimowolnie widziałam ich realność, a dźwiękoznaczne opisy westchnień wręcz zdawały się wypływać z cierpkich gardeł, przeciskając się przez zakrwawione zęby. Powyżej nigdy nie nasyconych ust płonęły wampirze oczy. Ich ciepły żar wydobywał się z ostro zarysowanych kątów.



Po kilkunastu stronach już pewnie kroczyłam alternatywną rzeczywistością, którą mogłabym umiejscowić w niedalekiej przyszłości. W niej bycie na wpół cyborgiem nikogo nie dziwi, lecz istnienie wampirów jest owiane tajemnicą. Szpony kościoła katolickiego sięgają do gardeł wszelakim potworom i nie omieszkują się używać przeciwko nim metod, które do miłosiernych z pewnością nie należą.

Autorka bardzo dobrze podsumowała swój twór, nie ukrywając, że nie jest to najambitniejsza pozycja.

Nie było mi dane długo czekać na przedstawienie głównych postaci, którymi są dwa wampiry Johnny Rayflo oraz Charles J. Chrishunds (Charley).

Rayflo - znudzony, stary wampir o rysach, na moje oko nie więcej niż 30 latka (w mandze ukrywa swój prawdziwy wiek, mówiąc, że liczy sobie 42 lata). Pokusiłabym się o stwierdzenie, że jest on, w pewnym sensie, wzorcem; szablonem znudzonego arystokraty z papierosem, nie bojącym się śmierci i pogardzającym wszystkimi oprócz swojego pupilka, dla którego jest gotów nawet umrzeć. Ma za sobą niechlubną przeszłość i odnajduje ukojenie dawnych ran w jego obecności. 

Wydmuszka zatytułowana "Znudzony arystokrata".

Papieros jest wręcz przyspawany do twarzy Rayflo.

Rolę pupilka odgrywa Cherry, który również nie wnosi nic nowego do kanonu postaci. Jest statycznym, opanowanym okularnikiem, który wzgardza uczuciami swojego Pana. W mandze przedstawia się jako dwudziestokilkulatek. Do dziś pozostaje dla mnie zagadką, dlaczego różnica między nimi w wieku jest tak duża, rysunki na to nie wskazują, ani zachowanie.
Mimo zaawansowanych technologicznie broni i cybernetycznego ciała miecz jest chyba najbardziej ulubioną bronią Cherry.

Idąc na skróty, przy projektowaniu ogólnych cech postaci, autorka umiejętnie tchnęła życie do wydmuszek. Entuzjastycznie odebrałam to, że nie zawsze widziałam dlaczego bohaterowie zachowują się tak, a nie inaczej. Z zamiłowaniem próbowałam się wedrzeć w umysły potworów, by móc odgadnąć ich prawdziwe intencje. Zdarzało mi się nawet czytać i przypatrywać się przez dłuższy czas pewnemu fragmentowi, by zrozumieć znaczenie ukryte za słowami; podobnie z rysunkami, niekiedy wyraz twarzy, czy spływająca po policzku łza zmieniały znaczenie całego dialogu.

Głównym atutem mangi jest to, ze nie wszystko jest zawsze oczywiste.


Związek między głównymi bohaterami jest skomplikowany. Błędem by było napisanie, że jeden jest sługą, drugi panem. Nie są do końca wrogami, ani kochankami. Walczą ze sobą równie często, co żartują i przebywają w jednym pokoju rozmawiając.




Bardzo polubiłam tą zawiłość, bo związki między ludźmi nie są proste. Nie lubię w mangach, jeśli dwie osoby się kochają, to są między nimi tylko sytuacje potwierdzające ich miłość, czy też jedna osoba tylko wyznaje drugiej uczucia i raz na 4 tomy jest inaczej. Podobnie z nienawiścią. W rzeczywistości nie ma tak, nic nie jest oczywiste i proste. Nie można określić, że ktoś kogoś i tylko jego kocha.

Wyrażam głęboką nadzieję, że ta opowieść mnie nie zawiedzie pod względem relacji między bohaterami, że nie zostanie spłycona do jednego uczucia i typowych rozterek z nią związanych. Niestety spotkałam się z etykietą Yaoi przyklejoną do tej pozycji. Nie zgadzam się z nią, przynajmniej na podstawie pierwszego tomu. Określenie, że pozycja jest skierowana do kobiet przeszłaby mi przez gardło, ale to nie jest Yaoi i mam nadzieję, że tak pozostanie.

Pierwsze wrażenie jakie odniosłam, sącząc tom jak rodowity komar, jest bardzo pozytywne i z chęcią podzielę się z wami szczegółami fabuły w recenzji oraz skuszę się na kolejną część!
Do zobaczenia w drugim tomie!
Ta strona internetowa używa plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tu.