wtorek, 9 lipca 2013

Vassalord 1 Pierwsze wrażenie

Zatopiłam kły w pierwszym tomie.


Wgryzłam się się delikatnie w początkowe kartki, chłonąc każdy najmniejszy szczegół pięknych szkiców. Nie spotkałam się jeszcze z takim sposobem rysowania grymasów czy uśmiechów - pochłonęły mnie tak bardzo, że czasami mimowolnie widziałam ich realność, a dźwiękoznaczne opisy westchnień wręcz zdawały się wypływać z cierpkich gardeł, przeciskając się przez zakrwawione zęby. Powyżej nigdy nie nasyconych ust płonęły wampirze oczy. Ich ciepły żar wydobywał się z ostro zarysowanych kątów.



Po kilkunastu stronach już pewnie kroczyłam alternatywną rzeczywistością, którą mogłabym umiejscowić w niedalekiej przyszłości. W niej bycie na wpół cyborgiem nikogo nie dziwi, lecz istnienie wampirów jest owiane tajemnicą. Szpony kościoła katolickiego sięgają do gardeł wszelakim potworom i nie omieszkują się używać przeciwko nim metod, które do miłosiernych z pewnością nie należą.

Autorka bardzo dobrze podsumowała swój twór, nie ukrywając, że nie jest to najambitniejsza pozycja.

Nie było mi dane długo czekać na przedstawienie głównych postaci, którymi są dwa wampiry Johnny Rayflo oraz Charles J. Chrishunds (Charley).

Rayflo - znudzony, stary wampir o rysach, na moje oko nie więcej niż 30 latka (w mandze ukrywa swój prawdziwy wiek, mówiąc, że liczy sobie 42 lata). Pokusiłabym się o stwierdzenie, że jest on, w pewnym sensie, wzorcem; szablonem znudzonego arystokraty z papierosem, nie bojącym się śmierci i pogardzającym wszystkimi oprócz swojego pupilka, dla którego jest gotów nawet umrzeć. Ma za sobą niechlubną przeszłość i odnajduje ukojenie dawnych ran w jego obecności. 

Wydmuszka zatytułowana "Znudzony arystokrata".

Papieros jest wręcz przyspawany do twarzy Rayflo.

Rolę pupilka odgrywa Cherry, który również nie wnosi nic nowego do kanonu postaci. Jest statycznym, opanowanym okularnikiem, który wzgardza uczuciami swojego Pana. W mandze przedstawia się jako dwudziestokilkulatek. Do dziś pozostaje dla mnie zagadką, dlaczego różnica między nimi w wieku jest tak duża, rysunki na to nie wskazują, ani zachowanie.
Mimo zaawansowanych technologicznie broni i cybernetycznego ciała miecz jest chyba najbardziej ulubioną bronią Cherry.

Idąc na skróty, przy projektowaniu ogólnych cech postaci, autorka umiejętnie tchnęła życie do wydmuszek. Entuzjastycznie odebrałam to, że nie zawsze widziałam dlaczego bohaterowie zachowują się tak, a nie inaczej. Z zamiłowaniem próbowałam się wedrzeć w umysły potworów, by móc odgadnąć ich prawdziwe intencje. Zdarzało mi się nawet czytać i przypatrywać się przez dłuższy czas pewnemu fragmentowi, by zrozumieć znaczenie ukryte za słowami; podobnie z rysunkami, niekiedy wyraz twarzy, czy spływająca po policzku łza zmieniały znaczenie całego dialogu.

Głównym atutem mangi jest to, ze nie wszystko jest zawsze oczywiste.


Związek między głównymi bohaterami jest skomplikowany. Błędem by było napisanie, że jeden jest sługą, drugi panem. Nie są do końca wrogami, ani kochankami. Walczą ze sobą równie często, co żartują i przebywają w jednym pokoju rozmawiając.




Bardzo polubiłam tą zawiłość, bo związki między ludźmi nie są proste. Nie lubię w mangach, jeśli dwie osoby się kochają, to są między nimi tylko sytuacje potwierdzające ich miłość, czy też jedna osoba tylko wyznaje drugiej uczucia i raz na 4 tomy jest inaczej. Podobnie z nienawiścią. W rzeczywistości nie ma tak, nic nie jest oczywiste i proste. Nie można określić, że ktoś kogoś i tylko jego kocha.

Wyrażam głęboką nadzieję, że ta opowieść mnie nie zawiedzie pod względem relacji między bohaterami, że nie zostanie spłycona do jednego uczucia i typowych rozterek z nią związanych. Niestety spotkałam się z etykietą Yaoi przyklejoną do tej pozycji. Nie zgadzam się z nią, przynajmniej na podstawie pierwszego tomu. Określenie, że pozycja jest skierowana do kobiet przeszłaby mi przez gardło, ale to nie jest Yaoi i mam nadzieję, że tak pozostanie.

Pierwsze wrażenie jakie odniosłam, sącząc tom jak rodowity komar, jest bardzo pozytywne i z chęcią podzielę się z wami szczegółami fabuły w recenzji oraz skuszę się na kolejną część!
Do zobaczenia w drugim tomie!

2 komentarze:

  1. Bardzo dobry tekst, pełen emocji, które towarzyszyły Ci przy czytaniu.
    Ze skanów widzę, że piękna kreska. To mi się bardzo podoba w mandze, a nie widać tego w anime. Każdy obrazek to dzieło sztuki, dopracowane w każdym detalu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! Cieszę się, że Ci się podoba :)
      Masz rację, anime często nie oddaje piękna kreski szczególnie jeśli chodzi o starsze produkcje. Na przykład Sailor Moon gdzie w mandze rysunki były godne rabunku, a w animie przeciętne i karykaturalne.

      PS. Vassalord posiada też swoje odzwierciedlenie w animacji! Istnieje OVA, która będzie dołączona do 7 tomu mangi (w Japonii). Podobno Studio JG, polski wydawca, planuje dodać również tę płytę do swojego wydania!

      Usuń

Ta strona internetowa używa plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tu.