sobota, 10 sierpnia 2013

Vassalord 2. Recenzja

Ciężko było by mi napisać pierwsze wrażenie, które dodawało by coś więcej poza tym co zostało już powiedziane, dlatego pominęłam je.


Pośpiesznie utonęłam w znanym już dla mnie świecie pięknych rysunków i wiecznie spragnionych krwi bohaterów. Od pierwszych stron dane mi było drzemać z nimi w samolocie w drodze do Cheryl (naszego lustrzanego odbicia Cherry'ego w formie 10 letniej dziewczynki), by dowiedzieć się czegoś więcej o jej pochodzeniu, które okazuje się nie być takie oczywiste...

Podczas lotu oraz z biegiem czasu, stosunek między Rayflo i Cherrym zaczyna się zacieśniać. Obaj nie są sobie obojętni, ba,  Arystokrata nawet nie kryje swoich uczyć do Cherry'ego, szczególnie jeśli chodzi o cielesność. Mimo to mur pomiędzy nimi trzyma się całkiem  nieźle, a ich serca nadal są pokryte szronem.

Wracając do samolotu, który chyba jest jedyny na tym świecie oraz do filmów, które lecą zawsze w odpowiednim momencie... Zawiodłam się tym, że autorka poszła na lekką łatwiznę i umieściła wampira powiązanego z, jak się w dalszej części okazuje - Vassalordem w tym samym samolocie co naszych bohaterów, na pokładzie był wyświetlany film z nią w roli głównej, a na okładkach gazet widnieje jej podobizna. Cóż za zbieg okoliczności! Delikatnie mówiąc, nie przepadam za czymś takim. Burzy to trochę realność całości i sztucznie nakręca fabułę. Moim zdaniem lepszy byłby w tym momencie jakiś wątek poboczny... Bym zapomniała, że na pokładzie została umieszczona bomba, która ma za zadanie zniszczyć dowody obciążające Vassalorda! Co wydaje się do przewidzenia, nasi bohaterowie ratują sytuację,  jednocześnie uchodząc z życiem.






Na szczęście autorka nie pozbawiła naszych bohaterów obrażeń i złamała Rayflo kręgosłup, Cherry'emu wyrwała sztuczną rękę (nie zapominajmy, że po części jest cyborgiem!), a nasz nowy nabytek w formie wampirzej aktorki utracił resztki rozumu z powodu dławiącego ją pragnienia.



Zdziwiłam się widząc w tej części mangi tak liczne wstawki "chibi", dzięki którym mogłam się dowiedzieć co dzieje się w głowach bohaterów w konkretnych sytuacjach. Takie podejście nie przypadło mi do gustu. Wolałabym zobaczyć grymas niezadowolenia, niż płaczącą chibi mordkę, która nie ukazuje się na prawdę tylko w myślach i przekazuje nam określone informacje. W takich chwilach nie czułam się jakbym czytała "Komiks dla dojrzałego czytelnika", tylko dla niedojrzałej emocjonalnie dziewczynki, która musi uzyskać zapewnienie, że główny bohater tak na prawdę robi po jej myśli.

 

Nie zwalniając tempa dostajemy kolejną Tajemnicę, która wydaje się być bardzo potężna oraz powiązana z przeszłością Rayflo, którego nazywa Addym. Jestem zachwycona formą wprowadzenia tego wątku,  bo wydaje się on być przemyślany, wprowadzać dreszczyk emocji, strachu w oczach Rayflo (!), a przede wszystkim intrygi. Całość kompozycji zarówno w dialogach jak i rysunkach skradła moje serce. Nie mogę się doczekać co przyniosą kolejne tomy w tej kwestii!


W dalszej części otrzymujemy garść informacji od wcześniej poznanego, zagorzałego policjanta, który pracuje nad sprawą leku na życie, czyli dającego nieśmiertelność - w skrócie Vassalorda. Opowieść rzuciła światło na całą sprawę, jak i utrzymała dynamikę między kolejnymi częściami opowieści. Podoba mi się to, że zwykły dialog między dwiema postaciami został przedstawiony w ciekawy sposób. Poprzez odpowiednią manipulację rysunkami można było szukać w całej sytuacji drugiego dna...


Na deser otrzymujemy sparing pomiędzy Rayflo i Cherry'm. Była to uczta dla oczu i w pewien sposób próba przebicia się przez mur własnych pragnień i wątpliwości.


Zwieńczeniem jest ucieczka z domu panicza Harolda Wayna (nazwisko zobowiązuje do zostania batmanem! ), syna producenta Vassalorda. Właściwie to poznaliśmy go już w pierwszej części powieści, ale wtedy nie wydawał mi się on godzien uwagi. Całkiem przypadkowo dostaje się on w ręce naszych bohaterów oraz wbrew woli Rayflo otrzymuje schronienie w rezydencji. Czuły nos Arystokraty wyczuwa w nim coś dziwnego, co nie pozwala mu zaufać chłopcu...


Do zobaczenia w tomie trzecim!


PS. Już przewracałam następną stronę w poszukiwaniu krwi, a tu nagle... Wydawca/Autorka/Ktoś-kogo-już-nie-lubię zafundował czytelnikowi dodatek: zupełnie inną historię, z innego świata, która wywołała we mnie oburzenie już samym faktem zajmowania 30 stron, które mogłyby być spożytkowane na zupełnie inną i z definicji lepsza historię o Cherry'm i Rayflo.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Ta strona internetowa używa plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tu.